Święty Walenty – prawdziwa historia patrona zakochanych: Rzym, Terni i zagadka dwóch grobów

Fasada bazyliki św. Walentego w Terni, miejsce grobu patrona zakochanych
Bazylika św. Walentego w Terni – tu, pod głównym ołtarzem, od 1618 roku spoczywają relikwie świętego

Co roku 14 lutego pół świata kupuje róże w imię świętego Walentego – biskupa, który podobno błogosławił zakochanych i rozdawał kwiaty z własnego ogrodu. Jest tylko jeden drobny problem: Kościół czci tego dnia co najmniej dwóch świętych o tym imieniu, Rzym przechowuje w swoich murach relikwię, która z Terni nie ma nic wspólnego, a najstarsze źródła o „patronie zakochanych” milczą kompletnie. Historia, którą opowiadają foldery turystyczne, jest ładna. Ta, którą rekonstruują hagiografowie i Bollandyści, jest dużo ciekawsza – i, jak to zwykle bywa z rzymskimi legendami, znacznie bardziej pogmatwana.

Dwóch świętych o jednym imieniu

Zacznijmy od rzeczy, o której przewodniki milczą, a Martyrologium Rzymskie krzyczy: pod datą 14 lutego widnieją dwa odrębne wpisy „Valentinus”. Pierwszy to rzymski kapłan, stracony na Via Flaminia za panowania Klaudiusza II Gockiego (268–270). Drugi to biskup umbryjskiego Terni (starożytnej Interamny), zamęczony w Rzymie, ale pochowany w swoim mieście. Oba żywoty są, jak ujmuje to Oxford Dictionary of Saints, „niepewne historycznie” – a Bollandyści, czyli belgijscy jezuici zajmujący się od XVII wieku naukową weryfikacją żywotów świętych, od dawna podejrzewają, że mamy do czynienia z jedną postacią zdublowaną przez pomyłkę kopistów, a nie z dwoma odrębnymi męczennikami. Żaden z tych dwóch Walentych, trzeba dodać od razu, nie ma w najstarszych źródłach żadnego związku z zakochanymi parami.

Walenty z Terni: biskup, cud i tajemnicza egzekucja

Najstarszy ślad kultu to Martyrologium Hieronymianum (V–VI w.), które pod datą 14 lutego odnotowuje krótko: „w Terni narodziny dla nieba świętego biskupa i męczennika Walentego”. Rozwiniętą opowieść przynosi dopiero VI-wieczna Passio sancti Valentini episcopi et martyris (BHL 8460). Fabuła jest iście powieściowa: rzymski intelektualista Craton ma syna Cerimone, sparaliżowanego tajemniczą chorobą, na którą medycyna nie ma rady. Dowiaduje się, że w Terni biskup Walenty uzdrowił podobny przypadek, sprowadza go więc do Rzymu. Walenty leczy chłopca modlitwą, nawraca całą rodzinę Cratona wraz z uczniami – w tym Abundiusza, syna samego prefekta miasta. Gdy sprawa dociera do senatu, prefekt każe pojmać Walentego nocą i po kryjomu, po czym go ścina. Uczniowie – Proculus, Efebus i Apoloniusz – zabierają ciało i grzebią je pod Terni; wkrótce sami giną z ręki miejscowego urzędnika i zostają pochowani obok mistrza.

Historycy od razu zauważają, że ta Passio łamie niemal wszystkie konwencje gatunku: brak przesłuchań, brak tortur, brak nawet dokładnej daty śmierci. To dlatego Agostino Amore już w 1966 roku pytał wprost w tytule swojego studium w „Antonianum”: San Valentino di Roma o di Terni? – i do dziś nie ma na to pytanie jednej, powszechnie przyjętej odpowiedzi.

Kiedy naprawdę zginął Walenty? Zagadka „szalonego” prefekta

Tradycja umieszcza męczeństwo w 273 roku, za Klaudiusza Gockiego lub Aureliana. Filolog Edoardo D’Angelo zaproponował w 2015 roku (Terni Medievale. La città, la Chiesa, i santi, l’agiografia) korektę o dobre siedemdziesiąt lat. W tekście Passio prefekt, który wydaje wyrok, określony jest po łacinie jako „iussu furiosi Placidi” – tradycyjnie tłumaczone jako „na rozkaz szalonego Placyda”. D’Angelo zauważa, że furiosi to najprawdopodobniej błąd przepisywacza: chodzi nie o przymiotnik „szalony”, lecz o imię własne – Furiusza Placyda (pełne imię: Marcus Maecius Memmius Furius Baburius Caecilianus Placidus), historycznie poświadczonego prefekta miasta Rzymu, urzędującego w latach 346–347. Jeśli to trafna identyfikacja, egzekucja Walentego przypadłaby na czasy cesarza Konstansa I, a więc w epokę już chrześcijańską, kilka dekad po edykcie mediolańskim – co zresztą lepiej tłumaczy szereg szczegółów tekstu, choćby masowe, otwarte nawrócenia rzymskich scholastici.

Bollandyści kontra tradycja: czy istniał drugi Walenty?

Obok Walentego z Terni krąży druga, zupełnie odrębna opowieść, zachowana w Passio ss. Marii i Marty (BHL 5543): rzymski kapłan Walenty, uwięziony przez prefekta Kalpurniusza za Klaudiusza Gockiego, cudownie uzdrawia w więzieniu ślepą córkę swojego strażnika, po czym zostaje stracony na Via Flaminia. Ten wątek nie ma nic wspólnego z Terni. Hippolyte Delehaye, wielki bollandysta i autor klasycznego studium Les martyrs d’Interamna (1911), oraz późniejsi badacze (m.in. Vincenzo Fiocchi Nicolai) skłaniają się ku tezie, że to dwie literackie wersje jednej i tej samej postaci, rozdzielonej przez wczesnośredniowieczną tradycję rękopiśmienną na „Walentego z Rzymu” i „Walentego z Terni” – każdy z osobnym kultem, osobnym grobem i osobnymi wiernymi przekonanymi, że to właśnie ich relikwie są prawdziwe. Rzetelność każe jednak dodać: to najbardziej prawdopodobna rekonstrukcja, nie pewnik. Przy stanie źródeł sprzed tysiąca sześciuset lat pewności tu po prostu nie ma.

Drugi grób w Rzymie: czaszka w Santa Maria in Cosmedin

Ozdobiony różami relikwiarz z czaszką w rzymskim kościele Santa Maria in Cosmedin, tradycyjnie przypisywany św. Walentemu
Relikwiarz z czaszką „San Valentino” w kościele Santa Maria in Cosmedin – ozdabiany różami co 14 lutego

A skoro już jesteśmy przy pomnożonych grobach – Rzym ma swój własny, znacznie mniej znany rozdział tej historii, i to dosłownie w cieniu Ust Prawdy. W kościele Santa Maria in Cosmedin na Piazza della Bocca della Verità, w krypcie z VIII wieku odkrytej ponownie w XVIII stuleciu, stoi oszklony relikwiarz z czaszką opisaną jako „Valentinus”, otoczoną czerwonymi różami. Co roku 14 lutego jest wystawiana ku czci wiernych – i regularnie zaskakuje turystów, którzy przyszli tu wyłącznie po zdjęcie z marmurowym „wykrywaczem kłamstw”.

Zanim jednak ktokolwiek zacznie planować walentynkową pielgrzymkę do trzeciego już grobu świętego – ostrożnie z entuzjazmem. Inwentarz kościoła z 1870 roku wymienia w tej samej krypcie kilkanaście innych czaszek „męczenników odnalezionych” (łac. martyri inventi): Angelo fanciullo, Benedykta, Benigna, Kandydy, Konkordii, Dezyderiusza, Hipolita, Placyda, Romana i właśnie Walentego. To typowy los tak zwanych corpi santi – szczątków wydobywanych masowo z rzymskich katakumb od XVI do XVIII wieku i opatrywanych imieniem na podstawie skojarzenia, tradycji ustnej albo zwyczajnej pobożnej nadziei, bez żadnej weryfikacji tożsamości. Nawet kaplica, w której stoi relikwiarz, oficjalnie poświęcona jest zupełnie innemu świętemu – Janowi Chrzcicielowi de Rossi, XVIII-wiecznemu kanonikowi tej bazyliki. Krótko mówiąc: to, czy w gablotce w Cosmedin naprawdę spoczywa głowa biskupa z Terni, wiedzą wyłącznie różę wkładający tam co roku kwiaciarze.

Trzeci pretendent: biskup Genui i pomyłka Chaucera

Rejestr rzymskich świętych zna jeszcze co najmniej jednego Walentego – biskupa Genui, wspominanego 2 maja. I to właśnie on, zdaniem amerykańskiego mediewisty Jacka B. Orucha (St. Valentine, Chaucer, and Spring in February, „Speculum” 56, 1981), mógł być pierwotnym patronem miłosnej symboliki. Geoffrey Chaucer, autor Parlamentu ptaków (ok. 1380), jako pierwszy powiązał imię Walentego z godami zakochanych – lecz opisywanym przez niego zjawiskiem jest wiosenne kojarzenie się ptaków, co w Anglii ma sens w maju, nie w środku zimy. Możliwe więc, że Chaucer pisał o świętym z Genui, a dopiero późniejsza, znacznie głośniejsza sława Walentego z Terni „przeciągnęła” romantyczną legendę na datę 14 lutego. Jeśli tak, to patron dzisiejszych Walentynek to w gruncie rzeczy efekt czternastowiecznej pomyłki kalendarzowej, którą świat kupił w komplecie z różami i czekoladkami.

Luperkalia, czyli mit o micie

Skoro rozprawiamy się z legendami, wypada obalić jeszcze jedną – tę najpopularniejszą. Powszechnie powtarza się, że papież Gelazjusz I w 496 roku ustanowił święto Walentego, by celowo wyprzeć pogańskie Luperkalia – rzymski obrzęd płodności obchodzony w połowie lutego u stóp Palatynu, podczas którego nadzy lub półnadzy luperci biegali po mieście, uderzając kobiety rzemieniami z koziej skóry dla zapewnienia płodności, a imiona kobiet i mężczyzn losowano podobno z urny. To prawda, że Gelazjusz rzeczywiście zniósł Luperkalia i że w jego czasach kult Walentego już istniał. Nie ma jednak żadnego źródła z epoki, które wprost łączyłoby jedno z drugim jako świadomy zamiennik – to konstrukcja spopularyzowana dopiero w XX wieku przez autorów piszących o „chrystianizacji” pogańskich świąt, sympatyczna i chwytliwa, ale historycznie niepotwierdzona. Innymi słowy: mamy tu do czynienia z mitem o pochodzeniu Walentynek, który sam jest… mitem.

Bazylika św. Walentego w Terni: co warto zobaczyć

Niezależnie od tego, kogo naprawdę pochowano gdzie, to właśnie w Terni znajduje się miejsce najbardziej „oficjalne”. Obecna bazylika powstała w 1606 roku na fundamentach wcześniejszych kościołów, po tym jak papież Paweł V zlecił poszukiwania grobu świętego w ramach szerszej, kontrreformacyjnej mody na autentykację relikwii pierwszych męczenników. Wykopaliska z początku XVII wieku odsłoniły szczątki z czaszką oddzieloną od tułowia – co potraktowano jako potwierdzenie ścięcia. Relikwie uroczyście wróciły do bazyliki w 1618 roku i od tego czasu spoczywają w XVII-wiecznej urnie pod głównym ołtarzem. Klasycystyczna fasada, ze stiukowymi figurami Walentego i św. Anastazego, została dokończona dopiero w 1854 roku; wnętrze kryje obrazy Lucasa de la Haye, Cavaliere d’Arpino i Andrei Polinoriego, a niżej – średniowieczną kryptę i niewielkie lapidarium z fragmentami wykopalisk.

Będąc już w Terni, warto zajrzeć też do XII-wiecznego kościoła św. Franciszka z przepiękną kaplicą Paradisi, do antycznego kościółka Sant’Alò, do San Salvatore – wzniesionego prawdopodobnie na fundamentach rzymskiej świątyni Słońca – oraz do XVII-wiecznej katedry. Ciekawe są też ruiny rzymskiego amfiteatru i pozostałości średniowiecznych dzielnic z wieżami obronnymi. Cały luty Terni żyje kultem swojego patrona: koncerty, spotkania literackie i coroczna nagroda im. św. Walentego przyznawana za zasługi kulturalne, naukowe czy humanitarne.

Jak dojechać z Rzymu do Terni

Najwygodniej pociągiem ze stacji Roma Termini, na trasie w kierunku Ankony lub Perugii – podróż zajmuje zwykle około godziny, w zależności od kategorii połączenia. Bazylika znajduje się w Viale Papa Zaccaria, około dwóch kilometrów od centrum miasta, więc z dworca w Terni warto doliczyć krótki spacer lub przejazd autobusem miejskim.

Walentynki w Rzymie dzisiaj

Kult świętego – którego by nie wziąć za autentycznego – rozszerzył się z Umbrii i Rzymu na całą Europę: do Francji i Anglii dotarł już w XIV wieku, do Szkocji w XV, a znacznie później, wraz z globalizacją komercyjnych zwyczajów, do Ameryki i Japonii, gdzie 14 lutego to tradycyjnie kobiety obdarowują mężczyzn czekoladą. We współczesnym Rzymie wieczór świętego Walentego to przede wszystkim romantyczne kolacje w restauracjach Centro Storico, często z symbolicznym gestem w postaci róży dla pań. Miasto, które przez wieki nie potrafiło zdecydować, gdzie właściwie leży ciało swojego świętego, dziś bez cienia wątpliwości potrafi za to wystawić rachunek za kolację we dwoje.

Najczęstsze pytania

Czy naprawdę istniał jeden „święty Walenty”?

Martyrologium Rzymskie wymienia dwóch świętych o tym imieniu obchodzonych 14 lutego – rzymskiego kapłana i biskupa Terni. Bollandyści (m.in. Delehaye) podejrzewają, że to dwie literackie wersje jednej postaci, ale pełnej pewności co do tego historycy nie mają.

Gdzie faktycznie spoczywa ciało św. Walentego?

Zgodnie z tradycją – w bazylice św. Walentego w Terni, pod głównym ołtarzem, od uroczystego powrotu relikwii w 1618 roku, po wykopaliskach zleconych przez papieża Pawła V.

Czy czaszka w Santa Maria in Cosmedin w Rzymie to naprawdę Walenty?

Tradycja tak twierdzi, i dlatego relikwiarz co 14 lutego ozdabiany jest różami. Historycznie jest to jednak najprawdopodobniej jeden z licznych „corpi santi” – bezimiennych szczątków wydobytych z rzymskich katakumb i opatrzonych imieniem bez weryfikacji, podobnie jak kilkanaście innych czaszek przechowywanych w tej samej krypcie.

Dlaczego Walenty jest patronem zakochanych?

Legendy o błogosławieniu małżeństw i rozdawaniu kwiatów pochodzą z okresu znacznie późniejszego niż życie świętego. Kluczową rolę odegrał angielski poeta Geoffrey Chaucer, który w XIV wieku pierwszy skojarzył imię Walentego z miłością – choć być może miał na myśli innego Walentego, biskupa Genui czczonego w maju.

Jak dojechać z Rzymu do Terni na 14 lutego?

Najwygodniej pociągiem ze stacji Roma Termini w kierunku Ankony lub Perugii – podróż trwa około godziny. Warto zarezerwować bilety z wyprzedzeniem, bo w okolicach 14 lutego miasto przyjmuje wyjątkowo dużo par.

Chcesz zobaczyć na własne oczy relikwiarz w Santa Maria in Cosmedin i usłyszeć całą tę pogmatwaną historię na miejscu, bez pomijania niewygodnych szczegółów? Skontaktuj się ze mną i umówmy prywatne zwiedzanie Rzymu – z historią podaną tak, jak lubię ją opowiadać: rzetelnie, ale bez nudy.

Powiązane strony

  • Usta Prawdy – kościół Santa Maria in Cosmedin i jego marmurowy „wykrywacz kłamstw”
  • Okolice Rzymu – więcej wypraw poza miasto
  • Tivoli – miasto fontan i willi cesarskich
  • Wyspy Pontyjskie – inna jednodniowa wyprawa z Rzymu

Dodaj komentarz